Menu

Sentencja

Nieustannie się módlcie!

1 Tes 5,17

Cudowny Medalik

5 grudnia 2020

Cudowny Medalik - Lekarstwo na niewiarę

Mimo pandemii na rue du Bac dziennie modli się blisko 200 wiernych

Karolina Goździewska

Obchody 190. rocznicy objawień św. Katarzynie Labouré i otrzymania Cudownego Medalika, szczególnego daru z nieba, w paryskiej kaplicy przy rue du Bac w tym roku mają kameralny charakter. Plany były zupełnie inne, pokrzyżowały je decyzje związane z pandemią koronawirusa. Jeśli nic się nie zmieni, to uroczystości jubileuszowe odbędą się w lipcu 2021 roku.

Ratunek w pandemii

Pomimo ograniczeń siostry szarytki z rue du Bac nie ustają w modlitwie i szerzeniu kultu Cudownego Medalika, o który wierni szczególne licznie zaczęli prosić od marca – początku ogłoszenia pandemii. Tym bardziej że znane są z historii sytuacje, kiedy wierni z ufnością noszący Cudowny Medalik zostali ocaleni od śmierci. Stało się tak m.in. w 1830 roku, kiedy Paryż zmagał się z epidemią cholery. Przez blisko 200 lat siostry rozdały ogromną ilość medalików. To narzędzie Pana Boga, poprzez które Maryja ocalała wiele osób przyjmujących je z wiarą i ufnością. 

– W tym roku na wiosnę, po pierwszej fali pandemii, gdy mogłyśmy już wychodzić z klasztoru, ludzie, spotykając nas na ulicy, często prosili o modlitwę i Cudowny Medalik, a także o wskazanie drogi do kaplicy Matki Bożej od Cudownego Medalika przy rue du Bac – podkreśla s. Grażyna Płaziak SM. Na rue du Bac na modlitwę przychodzą zarówno katolicy, jak i muzułmanie, buddyści, a także żydzi. Nawet podczas największych tegorocznych restrykcji związanych z pandemią, kiedy kaplica Matki Bożej od Cudownego Medalika była zamknięta, wielu pielgrzymów codziennie zatrzymywało się na modlitwę na ulicy, pod bramą wejściową.

– Otrzymujemy wiele listów z prośbą o modlitwę i medalik z bardzo wielu krajów świata. Ludzie dzielą się też tym, co teraz przeżywają, proszą o radę, jak się modlić, jak sobie radzić w wielorakich trudnościach. Zachęcamy ich do wielkiej ufności w pomoc Maryi, do powierzenia się Panu Bogu przez Jej pośrednictwo, bo od nas tak naprawdę niewiele zależy. Pomimo szybkiego postępu techniki wobec licznych nieszczęść i kataklizmów człowiek często nie jest w stanie im zaradzić, a Bóg może wszystko – akcentuje s. Grażyna. Siostry przypominają, aby z ufnością modlić się za siebie i innych słowami wyrytymi na Cudownym Medaliku: „O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy”. Ludzie wychodzą z kaplicy przy rue du Bac uspokojeni, czują się jak u Matki. Często kobiety modlą się za dzieci, z którymi mają problem, a także za chorych. Nie wszyscy są uzdrowieni na ciele, ale wszyscy otrzymują ukojenie na duszy. Pielgrzymi w dowód wdzięczności za otrzymane łaski nieustannie przynoszą Maryi przepiękne kwiaty. Pandemia nie przerwała tego zwyczaju. Obecnie wszyscy chętni mogą modlić się w kaplicy, ale, niestety, ze względu na zakaz obecności wiernych na Mszach św. nie mogą uczestniczyć w Eucharystii. Dlatego skrócone są godziny jej otwarcia.

– W różnych świątyniach po Mszy św. i nabożeństwach ludzie od razu wychodzą, a w naszej kaplicy pielgrzymi po skończonych celebracjach zawsze idą do ołtarza i z ogromną żarliwością modlą się jeszcze długo. Myślę, że biorą dosłownie słowa Matki Bożej, która wskazując na tabernakulum, mówiła: „Przychodźcie do stopni tego ołtarza, tu łaski spłyną na każdego, kto o nie prosi”. Z ogromną żarliwością pielgrzymi modlą się w ten sposób. Z bolącym sercem prosimy, by kierowali się do wyjścia. To przepiękne świadectwo ludzi różnych ras i narodów. To dla nas wielkie świadectwo żarliwości, pokory na modlitwie. Dzielą się też z nami, że także w tym trudnym czasie czerpią tu ogromną otuchę – zaznacza s. Dorota Stark SM, posługująca pielgrzymom na rue du Bac. Przy rue du Bac można też codziennie skorzystać ze spowiedzi. Przed Wielkanocą kolejki do konfesjonałów były ogromne, choć w bliskim sąsiedztwie są cztery kościoły, w których można skorzystać z sakramentów. W minionych latach kaplicę dziennie nawiedzało około czterech i pół tysiąca pielgrzymów z całego świata. Dziś przy zachowaniu restrykcji modli się w niej codziennie blisko 100-200 osób. Szczególnie uderza widok wielu mężczyzn różnych stanów – od inteligentów do prostych, ubogich ludzi, trwających w skupieniu na modlitwie różańcowej. Siostry szarytki spotykają ich też z różańcem w ręku na ulicy, co we Francji jest nowością. Jubileuszowa nowenna Pozamykane granice krajów, a także obostrzenia sprawiły, że wielu pozostaje łączność duchowa z tym szczególnym miejscem maryjnych objawień. Od 18 do 26 listopada o godz. 18.30 można było wraz z siostrami z rue du Bac odmawiać on-line Nowennę do Matki Bożej od Cudownego Medalika. Szarytki powierzały intencje pielgrzymów nadsyłane zarówno pocztą tradycyjną, jak i elektroniczną, jak również intencje osób noszących Cudowny Medalik. Nowenna odprawiana była w każdym klasztorze sióstr szarytek, które posługują obecnie w 93 krajach na świecie. Niezależnie od szerokości geograficznej siostry powierzają intencje osób noszących Cudowny Medalik na modlitwie i Eucharystii w każdą sobotę miesiąca. Pani Krystyna, która od lat mieszka we Francji, podkreśla, że modlitwa do Niepokalanej, której wizerunek widnieje na Cudownym Medaliku, pozwala jej przetrwać trudne chwile związane z obecnymi ograniczeniami.

– Łączę się codziennie z siostrami na rue du Bac na nowennie, staram się też nawiedzać kaplicę raz w tygodniu. Poznałam to miejsce dzięki Francuzce, którą się opiekowałam. Nauczyła mnie wypraszać wszystkie łaski przez wstawiennictwo Maryi i św. Józefa. Od lat noszę na szyi, jak prosiła Maryja, Cudowny Medalik i cały czas doświadczam Jej opieki – dzieli się pani Krystyna, która rok temu, po zakończeniu Nowenny do Matki Bożej od Cudownego Medalika, otrzymała mieszkanie, choć po ludzku miała małe szanse na jego przydzielenie. Przy łóżku chorych Siostra Grażyna zwraca uwagę, że przesłanie z objawienia Matki Bożej św. Katarzynie Labouré nie dotyczy tylko 1830 roku, ono jest ciągle aktualne. Siostra Grażyna jest pielęgniarką i zachęca, by szczególnie teraz, w tym trudnym czasie pandemii, rozdawać chorym i ich rodzinom Cudowne Medaliki. – Nie zapomnę, jak jednej z pielęgniarek, z którą pracowałam, urodziło się dziecko ze zdiagnozowanymi poważnymi wadami. Kobieta była załamana, szukając pomocy u wielu specjalistów, ale efekty podejmowanego leczenia nie były zadowalające. Dziecku groziła trwała niepełnosprawność. Wówczas poprosiła mnie o modlitwę. Podarowałam jej Cudowny Medalik, mówiąc: To znak działania Maryi. Powieś go nad łóżeczkiem dziecka i módlmy się razem z wiarą, ufając Panu Bogu, że nas wysłucha przez wstawiennictwo Maryi, która jest Matką. Ona rozumie twój ból – opowiada s. Grażyna. – Poprosiłam moje współsiostry o żarliwą modlitwę w tej intencji i w niedługim czasie stan dziecka zaczął ulegać stałej poprawie, aż do całkowitej sprawności – dodaje. Apostolat medalika Ogromne nabożeństwo do Niepokalanej miał św. Maksymilian Kolbe. Na cześć Maryi stworzył Niepokalanów, w którym do dziś wybijane są Cudowne Medaliki. 27 listopada w Niepokalanowie będą rozdawane Cudowne Medaliki. W trudnych czasach nie ma innej drogi jak tylko z Niepokalaną. W szczególny sposób 190. rocznicę objawień świętują Włosi. Rodzina Wincentyńska we Włoszech zainicjowała peregrynację figury Niepokalnej po Włoszech. To dokładna kopia figury z rue du Bac, którą 11 listopada poświęcił Ojciec Święty Franciszek w Sali Klementyńskiej. „Pandemiczna” peregrynacja figury Maryi – jak nazywają to Włosi – rozpocznie się 1 grudnia w regionie Lacjum, a zakończy za rok na Sardynii. Pomysłodawcy zachęcają, by zachowując reżim sanitarny, modlić się przy figurze na Mszach Świętych. Figura będzie także nawiedzać rodziny w domach oraz chorych i niepełnosprawnych w szpitalach i domach opieki. Jak podkreślają wszyscy apostołowie Cudownego Medalika, nie wystarczy go nosić, ale warto się nim dzielić. Maryja, jako pierwsza chrześcijanka, pokazuje i prowadzi do Jezusa. Wie, czego nam potrzeba, ale oczekuje naszej współpracy – przemiany życia i zaufania Panu Bogu. 

( Nasz Dziennik 25.11.2020 ) Karolina Goździewska

Uwierzmy w moc Cudownego Medalika

Najsłynniejszy medalik świata od 190 lat zdobywa ludzi dla sprawy Boga na ziemi

Ks. Jerzy Banak

Naszą świętą wiarę wyrażamy wieloma materialnymi znakami. Uświęcone błogosławieństwem i modlitwą Kościoła woda, sól, oliwa, kreda, kadzidło, a zwłaszcza paschalne, chrzcielne i gromniczne świece od wieków towarzyszą naszej pobożności. Ukazują ją i umacniają. Niezwykłym darem niebios jest dla nas Cudowny Medalik, objawiony przez Matkę Najświętszą i uznawany za najsłynniejszy medalik świata. W bieżącym roku mija 190. rocznica objawienia się Maryi nowicjuszce Katarzynie w paryskim domu Sióstr Miłosierdzia św. Wincentego à Paulo na rue du Bac 140. Był to czas, gdy na Francję – pierwszą córę Kościoła – od lat wylewały się piekielne moce antychrześcijańskiej rewolucji zdążającej do zniszczenia wiary i Kościoła. W pamiętnym 1830 roku Matka Najświętsza przybyła na pomoc swojemu ludowi, dając medalik jako znak Jej matczynej opieki i obrony przed odradzającymi się mocami zła i ciemności. W klasztorze Sióstr Miłosierdzia (zwanych popularnie szarytkami, od franc. charité – miłosierdzie) przebywały wtedy dwie rodzone siostry pochodzące z burgundzkiej rodziny Labouré. Starsza Maria Ludwika i młodsza, 24-letnia Katarzyna, która w klasztorze była dopiero od kilku miesięcy. To właśnie do niej w nocy 27 listopada 1830 roku, pośród szalejącej kolejnej tzw. lipcowej rewolucji, bratobójczych walk, zamieszek, a na dodatek epidemii, przyszła Niepokalana, by dać jej znak matczynej miłości do swoich dzieci. Maryja kolejny już raz pospieszyła z pomocą swojemu francuskiemu ludowi. Nakazała wybić na medaliku swój wizerunek jako znak nadziei i ocalenia. Katarzyna później opisała swoją nocną wizję, jaką przeżyła w klasztornej – istniejącej do dziś! – kaplicy. Usłyszała wtedy od Maryi: „Postaraj się o wybicie medalika według ukazanego ci wzoru. Osoby, które będą go nosiły, dostąpią wielkich łask, szczególnie jeżeli go będą nosiły zawieszony na szyi. Łaski w wielkiej obfitości spłyną szczególnie na tych, którzy go będą nosić z ufnością”. Ukazany Katarzynie w wizji obraz, który miał być umieszczony na medaliku, przedstawiał kulę, Maryję z wyciągniętymi dłoniami, z których tryskały promienie światła, a wokół Matki Bożej widniał napis: „O Maryjo, bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy!”. Katarzyna widziała także literę „M” z wystającym ponad nią krzyżem, otoczoną dwunastoma gwiazdami. Poniżej znajdowały się ukoronowane cierniem Najświętsze Serce Jezusa i Niepokalane Serce Maryi.

Katecheza i symbolika medalika

Wizjonerka zrozumiała wszystko od razu. „Głos wewnętrzny – zapisała później – mówił mi: kula ziemska, którą widzisz, przedstawia cały świat i każdą osobę w szczególności. Promienie, które widzisz spływające z mych dłoni, są symbolem łask, jakie zlewam na tych, którzy mnie o nie proszą. Zrozumiałam, że Matka Najświętsza tak bardzo hojna jest dla tych wszystkich, którzy się do Niej uciekają i wzywają Jej pomocy”. Maryja na medaliku – jak słudzy w czasach Chrystusa – przepasana była paskiem, jest bowiem „Służebnicą Pańską” (Łk 1,38). Jej postać spowita obszernym płaszczem oznacza, że okrywa nim grzeszników, którzy chronią się pod Jej opiekę. Maryja depcze głowę węża, tzn. zwycięża szatana i siły zła. Pierścienie na palcach są znakiem wierności Maryi. Z pierścieni, a nie z dłoni Maryi, wypływają promienie, co oznacza, że przez Nią, Pannę wierną, udziela nam łask sam Bóg. Napis wokół owalu medalika podkreśla to, że Maryja sama nie jest źródłem łask, ale modli się z nami i za nas, jest naszą Pośredniczką. Równie głęboką teologię zawiera rewers medalika. Litera M i krzyż są ze sobą nierozdzielnie splecione. Oznacza to, że Maryja doskonale uczestniczy w dziele Odkupienia przez swoje współcierpienie z Boskim Synem. Uwypuklają to dwa Serca: Serce Jezusa oplecione koroną cierniową i Serce Maryi przebite mieczem boleści. 12 gwiazd oznacza dwunastu apostołów i przedstawia Kościół. Medalik jest wezwaniem, byśmy za przykładem Chrystusa i Maryi zawsze wybierali drogę ofiarnej miłości aż do oddania samych siebie w służbie Bogu, Kościołowi i bliźnim.

Medalik zdobywa serca

Błyskawiczne rozpowszechnienie medalika nastąpiło po półtorarocznym badaniu objawień przez arcybiskupa Paryża Hyacinthe-Louisa de Quélen i jednogłośnej opinii komisji kościelnej o ich autentyczności. Wybijanie medalika przyspieszyła też epidemia cholery, która wybuchła w Paryżu wiosną 1832 roku i już na samym początku pochłonęła blisko 20 tysięcy osób. W końcu czerwca tego roku wybito pospiesznie pierwsze kilkanaście tysięcy medalików, które rozdawano dotkniętym zarazą. Powszechnie rozprawiano o jakiejś siostrze, której ukazała się Matka Boża i kazała wybić medalik. Siostra Katarzyna – powiernica Niepokalanej – w drżących dłoniach z przejęciem trzymała pierwsze wybite medaliki. Nikt jednak nie wiedział, że to nią posłużyła się Niepokalana, spiesząc z matczyną pomocą swojemu ludowi. Dopiero po jej śmierci 31 grudnia 1876 roku dowiedziano się, kim była siostra zmarła w przytułku w Reuilly pod Paryżem. Cudowny Medalik rozdawał też z wielkim przekonaniem Papież Grzegorz XVI, który w związku z nim wprowadził do Litanii loretańskiej wezwanie: Królowo bez grzechu pierworodnego poczęta. W 1838 roku zaś oficjalnie uznał go za wielkie i niezwykłe narzędzie Bożej łaski, zaś dzień objawień, 27 listopada, ustanowił świętem Matki Bożej od Cudownego Medalika. Z każdym rokiem wybijano i rozsyłano po świecie kolejne miliony medalików. W roku śmierci świętej wizjonerki na świecie było już ich ponad miliard. Jeden z nich, zaledwie 12 lat po objawieniach, w 1842 roku trafił do nienawidzącego wszystkiego, co katolickie, zdeklarowanego wroga Chrystusa i Kościoła.

Cud nawrócenia Ratisbonne’a

Było to w środę 20 stycznia 1842 roku. Bóg wybrał i powołał do szczególnego apostolstwa człowieka ze świata, który nie znał Boga, odrzucał Go, a nawet z Nim walczył. Był nim 28-letni Alphonse Ratisbonne (zm. 1884), pochodzący z bogatej rodziny żydowskich bankierów ze Strasburga, w której zanikły już tradycje religijne. Młody Ratisbonne znalazł się przypadkowo na ulicy Sant’Andrea delle Fratte przed kościołem pod tym samym wezwaniem. Towarzyszył nawróconemu z protestantyzmu Żydowi, baronowi Théodore’owi de Bussières, którego odwiedził, bawiąc w Rzymie. Bussières zachęcał Ratisbonne’a do przejścia na katolicyzm, ten jednak gwałtownie odmawiał, ale dał się namówić na zawieszenie na szyi Cudownego Medalika. Pewnego dżdżystego dnia Ratisbonne wstąpił do kościoła Sant’Andrea delle Fratte (dosł. w krzewach, krzakach, które tu były przed jego posadowieniem). Przyglądał się wnętrzu świątyni, które było dla niego nieczytelne i niezrozumiałe. I nagle w lewej bocznej kaplicy świątyni – poświęconej św. Michałowi Archaniołowi – ujrzał Matkę Najświętszą. W jednej chwili pod Jej czułym matczynym spojrzeniem ze zdeklarowanego wroga Chrystusa i Kościoła zmienił się w jego wyznawcę. Zapisał później: „O Boże! […] W jednym momencie z moich oczu spadło całe mnóstwo zasłon… zobaczyłem całą moją nędzę, z której zostałem wydobyty przez nieskończone miłosierdzie”. Dziesięć dni później, 31 stycznia, Alphonse w jezuickim kościele Il Gesù przyjął chrzest, przybierając chrzcielne imię Maria. Pół roku później wstąpił do jezuitów i w 1848 roku przyjął święcenia. Jego nawrócenie odbiło się głośnym echem w całej Europie. Po konwersji Marie-Alphonse spotkał się osobiście z Papieżem Grzegorzem XVI. Za zgodą Piusa IX wraz ze swoim bratem Théodore’em – który przeżył nawrócenie 12 lat wcześniej – założył Zgromadzenie Sióstr Matki Bożej z Syjonu poświęcające się nawracaniu Żydów. 20 stycznia 1917 roku na rocznicę 75-lecia cudownego nawrócenia Marie- Alphonse’a Ratisbonne’a do kościoła św. Andrzeja przybył też młody student Maksymilian Kolbe. Tu po raz pierwszy zakiełkowała w jego sercu myśl całkowitego wprzęgnięcia się w służbę Niepokalanej od Cudownego Medalika, która nawraca nawet największych wrogów Kościoła i wiary. Powziął wtedy zamysł stworzenia apostolstwa Cudownego Medalika. Przed Jej wizerunkiem, w miejscu objawienia, modlili się wielcy synowie i córy Kościoła, a późniejsi święci, jak Urszula Ledóchowska, św. Jan Bosco czy św. Tereska od Dzieciątka Jezus. Wszyscy w tym miejscu upraszali u Maryi błogosławieństwo dla swych wielkich dzieł, bez których trudno wyobrazić sobie dziś misję Kościoła. Odtąd młody Maksymilian ukochał szczególnie tę świątynię i wizerunek Maryi z Cudownego Medalika. Chętnie tu wracał przy każdej okazji. Święcenia kapłańskie otrzymał w innym kościele św. Andrzeja – Sant’Andrea della Valle przy Corso Vittorio Emmanuele. Jednak pierwszą Mszę św. prymicyjną 29 kwietnia 1918 roku ojciec Maksymilian odprawił właśnie w kościele św. Andrzeja, w którym Maryja od Cudownego Medalika objawiła się Alphonse’owi Ratisbonne’owi. Prymicję tę upamiętnia tablica po prawej stronie kaplicy objawień oraz popiersie św. ojca Maksymiliana ufundowane w 1994 roku przez Prymasa Polski, ks. kard. Józefa Glempa.

Demoniczna masońska procesja

Niecały miesiąc później po wspomnianym wyżej jubileuszu 75-lecia objawień Ratisbonne’owi, 17 lutego 1917 roku, 23-letni kleryk Maksymilian Kolbe przeżył duchowy wstrząs. Był świadkiem wielkiego i krzykliwego pochodu członków lóż masońskich. Zorganizowano go jako parodię katolickiej procesji. Uczestnicy szli przez centrum Rzymu od Watykanu aż do pomnika Giordana Bruna na Campo de’ Fiori. Czarną procesję zafundował nienawidzący Kościoła i papiestwa ówczesny burmistrz Rzymu, mason Ernest Nathan. Młody Kolbe, student Międzynarodowego Kolegium Serafickiego, widział agresywne transparenty obśmiewające katolickie prawdy i praktyki duchowe. Przejęły go do głębi skandowane hasła zapowiadające zniszczenie Kościoła i katolickiej wiary. Na sztandarach widniały napisy: „Szatan obejmie rządy w Watykanie, a papież będzie jego Szwajcarem”. Na czele procesji niesiono chorągiew przedstawiającą triumfującego Lucyfera, pod którego stopami leżał zdeptany św. Michał Archanioł. Widok wykpiwających wiarę i wykrzykujących obelżywe hasła zaciętych wrogów Chrystusa i Kościoła tak wstrząsnął młodym franciszkańskim klerykiem, że po powrocie do zakonnego konwentu przy ulicy San Teodoro 42 – pod niewątpliwie Bożym natchnieniem – wraz z sześcioma innymi klerykami postanowił stworzyć wspólnotę braci oddanych szczególniejszej czci Maryi i obrony Kościoła świętego. Ostatecznie 16 października (sic!) tego roku Maksymilian opracował statut powołujący formalnie do życia Milicję Niepokalanej (Militia Immaculatae). Członkowie stowarzyszenia – rycerze Niepokalanej – całkowicie oddali się w służbę Maryi i obronie Kościoła coraz bardziej atakowanego przez zorganizowane siły zła. A my? Czy widzimy, że świat, który nas otacza, coraz bardziej poganieje i ogłupiany lewacką propagandą zwraca się przeciwko Chrystusowi i Jego Kościołowi? Zręczni manipulatorzy nowego porządku, wykorzystując ludzką naiwność i niewiedzę, podnoszą i dziś bunt przeciw Chrystusowi i Kościołowi. Wszelkiego rodzaju obrazoburców, literatów czy filmowców – jeśli tylko wykażą się wystarczającą dozą nienawiści do Kościoła – kreuje się pospiesznie na geniuszy. Już podczas studiów w Rzymie ojciec Maksymilian spotykał się z takim oto hasłem ludzi wojujących z Kościołem: „My religii katolickiej nie zwyciężymy rozumowaniem, ale psuciem obyczajów”. To narastające psucie człowieka, jego duszy i ciała, niszczenie życia rodziny i małżeństwa osiąga już chyba apogeum. Ojciec Kolbe dostrzegał te procesy w zarodku swoim proroczym charyzmatem już sto lat wcześniej.

„a zwłaszcza za nieprzyjaciółmi Kościoła Świętego”

Powyższe słowa powtarzamy przy codziennym odmawianiu Różańca. Czy jednak identyfikujemy tych nieprzyjaciół? Wielu dobrych i pobożnych katolików nie uświadamia sobie na co dzień, jak wielki, zorganizowany, ukryty, zdeterminowany, a jednocześnie zakamuflowany jest front tych, których głównym zajęciem jest właśnie psucie obyczajów, dezawuowanie chrześcijańskiej wiary i moralności oraz podstępna walka z Kościołem. Czy i św. Jan Paweł II Wielki nie przypominał nam wielokrotnie o „ukrytych ośrodkach antyewangelizacji”? I czyż nie wyczulał naszych sumień na ich podstępną i niszczącą Kościół działalność? Czy już zapomnieliśmy o tych ostrzeżeniach? Medalik należy do najważniejszych sakramentaliów naszej świętej wiary. Pomaga nam w przeżywaniu i uświęcaniu codziennej jedności z Bogiem i Kościołem. Podobnie jak obraz Jezusa Miłosiernego powstał na życzenie samego Pana Jezusa, tak medalik Niepokalanej ze wszystkimi jego szczegółami objawiła sama Matka Boża. Święta Katarzyna Labouré usłyszała: „wybij medalik”. 100 lat później Siostra Faustyna usłyszała: „namaluj obraz”. Z Cudownym Medalikiem wyjeżdżali nasi dziadowie za chlebem za wielką wodę. Zabierali go ze sobą wywożeni na Syberię i do Oświęcimia. W powstańczych mogiłach i dołach katyńskich odnaleźliśmy setki medalików, które babcie, matki i żony wszywały udającym się na wojny w obronie wiary i Ojczyzny. Taka jest nasza polska tożsamość. Niech Cudowny Medalik znajdzie swe miejsce w każdym samochodzie, portfelu biznesmena, plecaku ucznia czy damskiej torebce. Niech będzie z nami wszędzie tam, gdzie my. Pamiętajmy słowa największego z naszych największych rodaków: „Proszę Was, abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy”. Słowo Boże, krzyż, różaniec i medalik to nasza zbroja przeciw złemu i jego pomocnikom.

Moc Cudownego Medalika

Nikt nie zliczy milionów tych, którzy odmienili swoje życie dzięki Cudownemu Medalikowi. Wśród nich jest wielu sławnych masonów zaciekle walczących z Kościołem. Wspomnijmy choć niektórych. Oto były ambasador francuski w Księstwie Warszawskim Dominique-Georges- Frédéric Dufour de Pradt, mianowany przez Napoleona bez zgody Papieża biskupem Poitiers, a potem arcybiskupem Mechelen (Malines, belgijskie Gniezno). Pod koniec życia do schorowanego, pogrążonego w grzechu i zatwardziałości, skłóconego z Kościołem de Pradta przybywa po wielekroć dzielny arcybiskup Paryża Hyacinthe-Louis de Quélen. Wtedy dopiero biskup-mason wyznaje swoje grzechy, żałuje swej współpracy z wrogami wiary i umiera pogodzony z Bogiem i Kościołem na rękach arcybiskupa de Quélena, tak bardzo zasłużonego dla upowszechnienia Cudownego Medalika. Podobne nawrócenie przeżył przedwojenny (1931-1933) ambasador Japonii w Warszawie Hiroyuki Kawai. Na prośbę żony Cecylii, Japonki i katoliczki, do rezydencji japońskiego poselstwa w Skolimowie na początku sierpnia 1933 roku przybył ojciec Maksymilian, który akurat przyjechał z Nagasaki. Po długich rozmowach z chorym już ambasadorem ojciec Kolbe wręczył mu Cudowny Medalik. Po kilkudniowych przemyśleniach Kawai na własną prośbę przyjął chrzest, którego udzielił mu ówczesny nuncjusz apostolski w Warszawie, a jednocześnie przyjaciel ambasadora arcybiskup Francesco Marmaggi. Dyplomata wybrał sobie chrzcielne imię Franciszek. Przed śmiercią (14 sierpnia 1933 roku, jak później ojciec Kolbe, także 14 sierpnia, ale 1941 roku) zdążył jeszcze przyjąć sakrament chorych. Publiczna konwersja ambasadora Kawai wywołała wielkie poruszenie nie tylko w środowiskach dyplomatycznych, ale też w polskim społeczeństwie. Ośrodki wrogie Kościołowi próbowały to zdarzenie bezskutecznie zdezawuować w swojej prasie, rozsiewając kłamstwa o naciskach wywieranych rzekomo na ambasadora przez duchownych. Pomówienia ostatecznie znalazły epilog w przegranych przez antykościelne gazety rozprawach sądowych. Decydujący cios rozpętanej histerii – w niespełna miesiąc po pogrzebie syna – zadała Narahara, sędziwa matka ambasadora, dokonując konwersji na katolicyzm. Także początek nawrócenia anglikańskiego teologa i myśliciela Johna Henry’ego Newmana (zm. 1890), dziś wielkiego świętego Kościoła (kanonizowany 13 października 2019 roku) zaczął się od przyjęcia przez niego Cudownego Medalika. 22 sierpnia 1845 roku zawiesił go sobie na szyi. Dwa miesiące później odmawiał uroczyście katolickie Credo i z czasem stał się jedną z największych postaci Kościoła XIX wieku. Dzień ten, również 22 sierpnia, ale 1942 roku, Pius XII wybrał na poświęcenie świata Niepokalanemu Sercu Maryi. Ustanowił go też dniem szczególnej czci Maryi Królowej. Stanisław Stempowski (zm. 1952), wielki mistrz Loży Narodowej Polski, podobnie jak japoński ambasador Hiroyuki Kawai dostał Cudowny Medalik osobiście od ojca Maksymiliana. Przyjął go z całą elegancją i kurtuazją. Wiele lat mocował się ze sobą, by w końcu publicznie wyznać wiarę i odejść pojednany z Bogiem i Kościołem. W końcu warto przytoczyć niezwykłe świadectwo Jana Budziaszka, perkusisty ze sławnego zespołu Skaldowie. „Był rok 1945. Ojca zabrali do więzienia. Mamę nachodzili urzędnicy UB. Nie miała najmniejszych szans na pracę. Mój brat miał niecałe pięć lat. Nie było co jeść, panowała u nas straszna bieda. Ludzie doradzali matce, żeby usunęła ciążę, bo nie da rady, a ona wzięła do ręki różaniec i ofiarowała mnie Matce Bożej. Urodziłem się zdrowy, ważyłem ponad pięć kilo. A moja matka była drobniutka – 150 centymetrów wzrostu. […] Każdy z nas jest wybrany, powołany i w życiu nie ma przypadków. Dlaczego moja matka ofiarowała mnie Matce Bożej, a nie mojego starszego brata czy starszą siostrę? Dlaczego moja babcia poszła do Niepokalanowa i zapisała mnie do Rycerstwa Niepokalanej, a nie ich? Ja się o tym wszystkim dowiedziałem w 45. roku życia. Matka mi nigdy o tym nie wspominała. Zostałem zaproszony do Niepokalanowa, by wygłosić rozważania o różańcu. Przed samym wyjazdem wypadła mi z szuflady maleńka książeczka, legitymacja. Otwieram i widzę, że 6 kwietnia 1947 roku przyjęto Jana Budziaszka do Milicji Niepokalanej. Po przyjeździe mówię franciszkanom: ’Słuchajcie, jestem milicjantem, znalazłem taką książeczkę’. A oni mnie zapytali, kto był księdzem moderatorem, kto mnie wprowadzał. Ja na to, że miałem półtora roku i nikt się mnie nie pytał, czy ja w ogóle chcę do czegoś wstąpić. A oni mówią, że tam w książeczce musi być podpis mojego księdza moderatora. Patrzymy, a tu: Maksymilian Kolbe”. Cuda dzięki Cudownemu Medalikowi dzieją się nieustannie. Opisane są w szczegółach i liczone w dziesiątkach tysięcy. Nie ma Kościół potężniejszego znaku mocy Boga niż Cudowny Medalik. Bądźmy pewni. Błagalna modlitwa z Cudownego Medalika: „O Maryjo, bez grzechu pierworodnego poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy”, rozszerzona przez szaleńca Niepokalanej: „i za wszystkimi, którzy się do Ciebie nie uciekają, a zwłaszcza za nieprzyjaciółmi Kościoła i poleconymi Tobie”, wypowiadana każdego dnia przez niezliczone miliony serc i ust wierzących, niewątpliwie podtrzymuje ten świat w istnieniu. Na medaliku promienie wypływające z rąk Niepokalanej obejmują całą ziemię. Jesteśmy wszyscy w najlepszych, bo Matczynych rękach.

( Nasz Dziennik 25.11.2020 )

 

Świadectwa łask

W kaplicy przy rue du Bac dokonują się cuda uzdrowień, wyrwania z nałogów i przemiany serc

S. Dorota Stark SM

Pragnę podzielić się kilkoma świadectwami łask otrzymanych przez pielgrzymów w kaplicy Matki Bożej od Cudownego Medalika w Paryżu przy rue du Bac. To miejsce objawień Matki Bożej siostrze miłosierdzia Katarzynie Labouré, gdzie Maryja ofiarowała światu niosący łaski dar Cudownego Medalika, jest wciąż celem pielgrzymek z całego świata. Przyjeżdżają tu ludzie z wielu krajów, by prosić o łaski i cuda dla siebie i swoich bliskich. To tutaj Matka Boża powiedziała: „Przychodźcie do stóp tego ołtarza. Tutaj łaski zostaną rozlane w obfitości”. Matka Boża przyrzekła szczególne łaski dla osób, które nosić będą Cudowny Medalik z wiarą i ufnością. Od kilku lat dane mi jest służyć w kaplicy, gdzie spotykam wielu pielgrzymów, którzy często dzielą się świadectwami otrzymanych cudów i łask. Tak, w kaplicy, dzieją się cuda, zdarzają się uzdrowienia, choć myślę, że być może największe z cudów dzieją się w ciszy serc osób modlących się w cudownej kaplicy. Oto kilka pięknych świadectw. Pewnego dnia przyszła do kaplicy Marie José pragnąca podziękować Matce Bożej za otrzymaną łaskę. W sierpniu trafiła do szpitala z ciężką niewydolnością nerek. Stan był na tyle poważny, że lekarze poinformowali o konieczności przeszczepu, przygotowano ją też do dializ. Zarówno jej bliscy, jak i ona sama modlili się w jej intencji. Po kilku dniach wstała z łóżka, wyniki zaczęły sie poprawiać, poziom kreatyniny wrócił do normy. Obyło się bez dializ i przeszczepu, na pamiątkę pozostała jej blizna na nadgarstku po przetoce przygotowanej na potrzeby dializ. Niedawno przyszła do kaplicy starsza pani, której przyjaciółka Jacqueline chorowała ciężko na raka pęcherza z przerzutami do kości. Stan był bardzo ciężki. Kilka tygodni temu miała telefon od rodziny swojej przyjaciółki, że wyniki są bardzo złe, Jacqueline pozostaje w łóżku, nie jest w stanie samodzielnie się poruszać. Od początku, gdy dowiedziała się o jej chorobie, starsza pani modliła się za nią codziennie, kiedy tylko mogła, przychodziła do cudownej kaplicy, by modlić się w jej intencji. Codziennie wieczorem mówiła: „Matko Boża od Cudownego Medalika, powierzam Ci Jacqueline”. Kilka dni temu miała kolejny telefon, że Jacqueline wraca do zdrowia, a w ostatnich badaniach nie ma nawet śladu nowotworu. Przyszła więc, by podzielić się tym pięknym świadectwem. Parę tygodni temu przyszedł do kaplicy młody mężczyzna ze swoim kilkuletnim synem. Opowiedział, że przed laty był w bardzo trudnej sytuacji, popełnił w życiu wiele błędów. Siostry ofiarowały mu medalik i otoczyły go modlitwą. Udało mu się wyjść na prostą. Ma rodzinę, dobrą pracę, jest szczęśliwy. Teraz przyszedł, by powierzyć Matce Bożej swego syna, aby strzegła go i prowadziła prostą drogą. Miesiąc temu przyjechała do kaplicy kobieta z Gabonu ze swoim 20-dniowym synkiem, poprosiła o błogosławieństwo kapłana dla swojego dziecka. Opowiadała, że przez 6 lat modliła się do Matki Bożej od Cudownego Medalika o dar macierzyństwa. Ma już 44 lata. Teraz przyjechała do Paryża podziękować Matce Bożej. Następnego dnia wracała do Gabonu na chrzciny swojego synka Emmanuela Józefa. Stało się tak, że w tym samym czasie przyszła do kaplicy starsza pani, podeszła do kobiety z dzieckiem, zaczęła opowiadać, że od wielu lat modli się o dar macierzyństwa dla swojej synowej i zaczyna już tracić nadzieję. Kobieta opowiedziała jej swoją historię, wzruszyły się obie i starsza pani odeszła z nową nadzieją w sercu.

Ocalony z wypadku

Kolejne świadectwo otrzymałam na piśmie, więc oddaję głos samemu zainteresowanemu: „Nazywam się Denise Caruso, mieszkam we Włoszech w regionie Kalabrii. Pragnę złożyć świadectwo o otrzymanej łasce. 29 października 2017 roku mój teść i ja mieliśmy poważny wypadek samochodowy, w wyniku którego odnieśliśmy obrażenia głowy i klatki piersiowej. Samochód był całkowicie zniszczony. Służby drogowe obecne na miejscu wypadku orzekły, że wobec takiego stanu samochodu nasze obrażenia powinny być o wiele poważniejsze. Natychmiast po wypadku zostaliśmy przetransportowani do szpitala. W czwartek 2 listopada stan mojego teścia pogorszył się, wszyscy bardzo się o niego martwiliśmy. W piątek 3 listopada miałem sen, w którym znalazłem sie w kościele. Podeszła do mnie Pani i kazała mi pisać w białej księdze, którą mi podała. Księga była zatytułowana ’Księga otrzymanych łask’. Zapytałem więc: ’Gdzie jestem?’. A Ona powiedziała: ’Jesteś w kaplicy Matki Bożej od Cudownego Medalika w Paryżu’. Potem dodała: ’Tego dnia, kiedy miałeś wypadek, miałeś na sobie Cudowny Medalik, dlatego ocalałeś’. Po usłyszeniu tych słów obudziłem się i sen się skończył. Wtedy przypomniało mi się, że tydzień przed wypadkiem pewien mężczyzna ofiarował mi medalik, który włożyłem do torby, miałem też łańcuszek z medalikiem. Po kilku dniach mój teść wyszedł ze szpitala. Krwiaki śródczaszkowe stanowiące przyczynę pogorszenia jego stanu wchłonęły się, urazy nie pozostawiły trwałych zmian”. Pan Denise nie mógł przyjechać osobiście do Paryża, ale poprosił zaprzyjaźnione małżeństwo o złożenie tego świadectwa w jego imieniu.

Muzułmanie, protestanci, prawosławni u stóp Maryi

Wiele osób przychodzi, by ofiarować Mszę Świętą z prośbą o łaski, jak i dziękować za opiekę Matki Bożej. Zdarzyło się też, że pewna pani, Brazylijka mieszkająca w Indiach, muzułmanka, przyszła poprosić o Mszę Świętą w intencji swojej przyjaciółki, chrześcijanki, która ciężko zachorowała. Podobnie inna pani, wietnamskiego pochodzenia, przyszła na prośbę dwóch rodzin z Wietnamu, które borykają się z problemami administracyjnymi. Otóż jedna z tych rodzin ma u drugiej spory dług i aby go spłacić, zamierza sprzedać jeden z domów. Napotykają wiele przeszkód natury prawnej, wciąż potrzeba nowych dokumentów. Ponieważ rodziny te zawsze żyły w przyjaźni, obu im zależy na szybkim i bezkonfliktowym rozwiązaniu problemu. Słyszeli o cudownej kaplicy jako o miejscu łaski i pokoju, poprosili więc znajomą z Paryża, aby zamówiła Msze Święte w intencji każdej z tych rodzin. Historia jest tym ciekawsza, że obie rodziny są… buddyjskie. Podobnie w biurze medalików pewna dziewczyna opowiedziała swoją historię. Dwa lata temu zachorowała ciężko na fibromialgię. Nie była w stanie nawet samodzielnie wstać z łóżka. Była wtedy niewierząca, ale jej przyjaciele modlili się w jej intencji, odmawiając nowennę do Matki Bożej od Cudownego Medalika. Została uzdrowiona, obecnie przygotowuje się do przyjęcia chrztu świętego, jest zaręczona, razem ze swoim narzeczonym przyszli kupić medaliki i powierzyć się opiece Matki Bożej (młodzi ludzie często tak czynią, zdarza się nawet, że narzeczeni wymieniają medaliki zamiast pierścionków). We Francji jest też zwyczaj, że dziecko przystępujące do Pierwszej Komunii Świętej wręcza swoim gościom drobne upominki. Podobnie jest na weselach. Często tym upominkiem jest Cudowny Medalik. Kilka dni temu pewna kobieta przyjechała specjalnie ze Stanów Zjednoczonych, aby odwiedzić cudowną kaplicę i podziękować Matce Bożej za dar życia. Kiedy była jeszcze pod sercem swej mamy, na początku szóstego miesiąca ciąży jej mama zaczęła silnie krwawić, trafiła do szpitala. Lekarze powiedzieli jej, że niestety traci dziecko i nie można już tego zatrzymać, są bezradni, mogą jej pomóc, ale dziecko jest stracone. Ta pani była protestantką, jej siostra – katoliczka dała jej Cudowny Medalik i modliła się w intencji jej i maleństwa. Niespodziewanie krwawienie ustało, a po trzech miesiącach wbrew wszelkim prognozom urodziła się zdrowa dziewczynka – Vanessa. Teraz już jako dorosła kobieta przyjechała, by podziękować Matce Bożej za cud. Kilka miesięcy temu przyszła do kaplicy pewna pani, prawosławna z Rumunii, mieszkająca w Paryżu. Od kilku lat cierpiała na przewlekłe, wytwórcze zapalenie okostnej, była kilka razy operowana, ale choroba wciąż nawracała. Modliłam się wraz z nią, zaprosiłam ją również na greckokatolicką Mszę Świętą, która miała zostać odprawiona w kaplicy za kilka dni. Przyszła na Mszę Świętą, przyjęła Komunię Świętą. Po dwóch miesiącach wróciła, by dać świadectwo o swoim uzdrowieniu. Była u lekarza, zmiany chorobowe znikły bez śladu i planowana operacja nie była już potrzebna. Często pielgrzymi proszą o wspólną modlitwę, powierzają nam wiele osobistych intencji. Modlę się wówczas razem z nimi, zwykle odmawiam zwyczajnie „Zdrowaś Maryjo”, obiecuję dalszą modlitwę. Ludzie ogromnie cenią sobie modlitwę wstawienniczą, modlitwę wspólnoty, jest to dar, którym możemy się dzielić, niezależnie od wieku i powierzonej nam służby.

Nawróceni proszą o łaski

Jakiś czas temu niedaleko naszego domu było spotkanie Rady Ministrów, oczywiście połączone z zastosowaniem nadzwyczajnych środków bezpieczeństwa (strażnicy, policja). Piękne było to, że wcześnie rano było widać wielu panów z Securite, którzy przed tym dniem wymagającej służby przyszli się pomodlić w kaplicy. Przychodzi też wiele osób przygotowujących sie do przyjęcia chrztu lub niedawno ochrzczonych. W samą Wielką Sobotę tego roku we Francji chrzest przyjęło prawie pięć tysięcy osób. Z wielu parafii przyjeżdżają grupy dzieci przygotowujących się do chrztu świętego, Pierwszej Komunii czy bierzmowania. Zdarza się, że całe szkoły przychodzą na modlitwę lub Mszę Świętą. Pewnego razu przyjechała spora grupa z Japonii. Wielu pielgrzymów przybywa stamtąd – to ciągle plony apostolskiej działalności św. Maksymiliana Marii Kolbego. Przybywają zarówno katolicy, jak i buddyści. Tym razem była to cała grupa buddystów. Powiedzieli, że usłyszeli, iż tu, we Francji na rue du Bac, jest miejsce, gdzie Bóg uzdrawia. Modlili się na kolanach z wielką pobożnością. Rozmawiałam z nimi później, niektórzy przypominali sobie, że mieli przodków katolików, prosili o modlitwę, modliłam się z nimi i za nich, odmawiając „Zdrowaś Maryjo”. Byli tak poruszeni, że niektórzy płakali… Tutaj naprawdę Bóg dotyka ludzkie serca. Jestem tu wciąż świadkiem wielu pięknych świadectw wiary. Dziękuję za nie Bogu całym sercem i polecam w modlitwie wszystkie intencje naszych pielgrzymów. Znajdujemy co tydzień tak wiele próśb, zdarza się też jednak, że młode pary wrzucają do koszyka z intencjami zaproszenie na ślub, mama buciki swojego dziecka, często znajdujemy kopie nakazów sądowych i innych dokumentów, nakazów eksmisji, próśb o azyl, podań o pracę itp. Zdarzają się zdjęcia bliskich osób, dziecięce rysunki, kiedyś nawet trafił się, zapewne zostawiony przez kogoś zrywającego z nałogiem, ostatni papieros w paczce. To wszystko jest świadectwem szczerej, prostej wiary ludzi, którzy z zaufaniem polecają wstawiennictwu Matki Bożej wielkie i małe sprawy. Możemy się od nich uczyć zaufania. Polecam ich wszystkich modlitwie Czytelników i również zapewniam o modlitewnej pamięci u stóp Matki Bożej w cudownej kaplicy.

( Nasz Dziennik 25.11.2020 )

 

Rycerz sprawy Chrystusa

ks. Jerzy Banak

Dzieje Narodu to dzieje jego świętych. Przez wszystkie wieki szli przez Polskę święci, budując jej historię i ducha. To oni głównie kładli fundamenty, na których się opieramy i z których wyrastamy. A potem wiernie ich strzegli. Nie ma Polski bez jej świętych. Jednym z naszych największych tytanów ducha i czynu był św. ojciec Maksymilian Maria Kolbe (1894-1941). Przypieczętował swoje zaledwie 47- letnie życie śmiercią za bliźniego, więźnia, którego nawet nie znał.

Na ratunek Kościołowi

Rajmunda, przyszłego świętego ojca Maksymiliana, gruntownie ukształtował dom rodzinny, polski i katolicki, w którym trwała codzienna modlitwa i tęsknota za odrodzeniem zniewolonej od pięciu pokoleń Polski. Był to dom, w którym nie myślano tylko o tym, „co będziemy jeść?, co będziemy pić?, czym się będziemy przyodziewać?” (por. Mt 6,31). Młody Rajmund Kolbe, wychowany wraz z dwoma braćmi (dwóch umarło w niemowlęctwie), szybko dojrzał duchowo. Patrzył na ojca i matkę, którzy – choć sami biedni – wspomagali biedniejszych od siebie. Kolbowie aż siedem razy zmieniali mieszkanie i parokrotnie pracę. Życie w rodzinie, gdzie na poważnie liczono się z Bogiem i Dekalogiem, zaprowadziło Rajmunda do franciszkanów we Lwowie i w Krakowie, a potem dalej do Rzymu. Tam uczył się w kolegium serafickim oraz studiował na słynnym Gregorianum, który ukończył z dwoma doktoratami – z filozofii i teologii. W międzyczasie o. Kolbe fascynował się też fizyką i matematyką, a nawet opracował projekt pojazdu międzyplanetarnego, który złożył do urzędu patentowego. Zgłębiał też dzieła największych katolickich mistyków, poznając bogactwo ludzkiej duszy, jej moc i słabość, lęki i zwątpienia. Wybitnie i wszechstronnie uzdolniony o. Maksymilian nie wciągnął się jednak w finezyjne roztrząsanie casusów in re theologica. Usłyszał – jak św. Franciszek – wołanie Pana: „Ratuj mój Kościół”. Katolicki Rzym żył w tym czasie wołaniem św. Papieża Piusa X (zmarł w 1914 roku): „Instaurare omnia in Christo – odnowić wszystko w Chrystusie”. W walce o władzę i tzw. świeckie państwo mobilizowali się też różni wrogowie Kościoła i wiary. Głęboko wstrząsnęła o. Maksymilianem manifestacja masonerii 17 lutego 1917 roku, w dwusetną rocznicę jej powstania. Naocznie doświadczył wtedy, jak wielki i zdeterminowany jest w Italii front antychrześcijański, który parę miesięcy później ukazał też swe czerwone oblicze w rewolucji październikowej. W odpowiedzi na ekspansję sił zła o. Kolbe założył Rycerstwo Niepokalanej.

W służbie Niepokalanej

Po siedmiu latach studiów młody o. Maksymilian, pełen apostolskiego zapału wrócił w 1919 roku do zmartwychwstałej Polski. Na niedoskonałych jeszcze zdjęciach z tego czasu widać oczy świętego, w których można dostrzec niezwykły żar i nieziemską przenikliwość. Ojciec Maksymilian, choć jeszcze tak młody, nie był naiwny. Z pomocą Bożego Ducha, który w nim mieszkał, jasno widział i zdawał sobie sprawę z zagrożeń dla wiary i Kościoła. Zauważał wyraziście bramy piekielne, o których nasz Pan mówił swoim uczniom (Mt 16,18). Dlatego pragnął być – jak wielcy święci – miles Christi, żołnierzem Chrystusa. Głębokie życie duchowe i oddanie sprawie Bożej prowadziło go do apostolskiego czynu. Stał się tytanem ewangelizacji. W święto Przemienienia Pańskiego, 6 sierpnia 1927 roku o. Maksymilian ustawił figurę Niepokalanej na teresińskich polach podarowanych franciszkanom przez księcia Jana Druckiego-Lubeckiego. Z kilkunastoma braćmi zaczął organizować na tym terenie życie zakonne i pracę apostolską. W krótkim czasie uruchomił drukarnię, introligatornię i ekspedycję prasy i książek katolickich. Zrozumiał – co nie zawsze jest oczywiste nawet dziś – że same kazania, na dodatek coraz krótsze, nie wystarczą. Ożywiony apostolskim duchem o. Kolbe zostawi ł „ rozkręcone” niepokalanowskie dzieło w dobrych rękach współbraci i udał się na misje do Japonii. Tam przeżył sześć lat, wspomagając – po przeszło dwustu latach straszliwych prześladowań – wznowioną ewangelizację Kraju Kwitnącej Wiśni. W Nagasaki w ciągu trzech miesięcy zaczął wydawać w Mugenzai no Sono japońską wersję „Rycerza Niepokalanej”. Po założeniu japońskiego Niepokalanowa o. Kolbe wrócił do Polski. W krótkim czasie uruchomił elektrownię, dalekopis oraz zaczął rozważać pomysł budowy lotniska i studium filmowego. Tuż przed wojną w Niepokalanowie było już ponad 800 zakonników i prawie drugie tyle świeckich pracowników. Z oficyny wydawniczej wychodziło 11 pism katolickich, przekraczających grubo ponad milion egzemplarzy. Ojciec Maksymilian zamieszczał swoje artykuły zwłaszcza na łamach „Rycerza Niepokalanej”. Fragmenty jego bogatej spuścizny pisarskiej będziemy przypominać w „Naszym Dzienniku” przez cały grudzień. Pomyślmy, ile może jeden człowiek, który bez reszty odda się do dyspozycji Niepokalanej. Należał do tych, o których Prymas Tysiąclecia mówił, że „dla nich największą miłością po Bogu jest Polska”. Oby nigdy nam ich nie zabrakło. Zwłaszcza, gdy wszystkie siły zła będą się jednoczyć przeciwko nam.

( Nasz Dziennik 01.12.2020 )


Polecamy

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
143 0.088276147842407